Aborygeni

W powszechnym uważaniu, Australijczycy to sympatyczny naród lekkoduchów lubiących aktywną rekreację, muzykę pop i zmagający się z plagami węży, rekinów i wszelkiej maści robactwa. Niestety, w tej ogromnej sympatii do australijskiej nacji zapominamy o tym, kim są ci właściwi, rdzenni mieszkańcy kontynentu. A ci prawdziwi, pierwsi, nie sprowadzani do Australii na więzienne wygnanie, ale zamieszkujący tamtejsze tereny od zarania dziejów to Aborygeni.

Historia niegodziwości

Aborygeni pojawili się w Australii najprawdopodobniej około 40-60 tysięcy lat temu

Aborygeni pojawili się w Australii najprawdopodobniej około 40-60 tysięcy lat temu

Aborygeni pojawili się w Australii najprawdopodobniej około 40-60 tysięcy lat temu, zaludniając kontynent w konsekwencji długiej drogi z wysp leżących na połudnowo-wschodnich kresach Azji. Badacze i antropolodzy nie są w stanie jasno określić, dlaczego Aborygeni osiedlili się właśnie w krainie kangurów. Tak samo zresztą, jak nieznana jest bliższa specyfika ich migracji – być może zasiedlali kontynent stopniowo, być może – osiadali tam stopniowo. Pewnym jednak jest, że w chwili, gdy Australią zaczęli interesować się europejscy kolonizatorzy, na Antypodach żyło najpewniej około 700 tysięcy Aborygenów, zebranych wokół 600 plemion koczowniczych.

Od początku zresztą, to właśnie koczownictwo, życie w zgodzie z prawami natury i praktyczna niezależność od reszty świata były dla Aborygenów charakterystyczne. Historia przewidziała jednak dla rdzennych mieszkańców Australii inny scenariusz, którego fabuła zawiązała się w XIX wieku, kiedy to europejscy osadnicy zaczęli kolonizować Antypody i wypierać aborygeńskie plemiona w głąb kontynentu. W konsekwencji licznych konfliktów z białymi kolonizatorami, z powodu przywiezionych z Europy chorób, przez brak pożywienia i ograniczenie dostępu do żyznych terenów, w przeciągu 100 lat kolonizacji populacja Aborygenów zanikała, aż wreszcie – na początku XX wieku – „Lud tych, którzy byli od początku” (tak powinno tłumaczyć się słowo „Aborygeni”) uznany został za wymierający.

W latach 30-tych ubiegłego wieku, populację żyjących Aborygenów określono na zaledwie 67 tysięcy, a badacze, politolodzy i antropolodzy jednym głosem określali, że ten dramatyczny stan będzie się pogarszał. Wszystko za sprawą restrykcyjnych postanowień australijskich rządów, które do połowy lat 60-tych XX stulecia stosowały wobec Aborygenów politykę przymusowej, odgórnej asymilacji, uznając jednocześnie ten niezwykły lud za „stworzenia” bez wolnej woli, za „zwierzątka” niewykazujące się zdolnością logicznego myślenia, za „dzikusów” pozbawionych wyższej świadomości.
Dramatyczna, osądzająca Aborygenów od człowieczeństwa polityka została utemperowana dopiero pół wieku temu, kiedy rdzenni Australijczycy zostali oficjalnie wykreśleni z hańbiącej, zaliczającej ich do klas niższych „Księgi Flory i Fauny”, kiedy Aborygeni otrzymali prawa obywatelskie, a władze australijskie – w odniesieniu do Aborygenów – przyjęły politykę nie przymusowej, a dobrowolnej asymilacji.

Rdzenna tradycja i europejskie problemy
Aborygeni pełnią praw wyborczych cieszą się dopiero od 1984 roku. Ich obecna populacja stale się zmniejsza, jednak liczba żyjącej w Australii ludności aborygeńskiej oscyluje na w miarę stabilnym pułapie 200 tysięcy.
Niestety, mimo że Aborygeni mogą praktykować swoją religię i obrzędy, mimo że mogą bez cenzury przekazywać kolejnym pokoleniom swoje legendy i podania, mimo że mogą propagować swoją niezwykłą kulturę – wciąż muszą borykać się z konsekwencjami brutalnej kolonizacji. Tak się bowiem składa, że Aborygeni od zawsze byli ludem koczowniczym, przemierzającym ogromne obszary w poszukiwaniu tymczasowego schronienia, zakładającym okresowe osady przy dużych zbiornikach wodnych. Od zawsze też żyli we względnej zgodzie – plemiona handlowały ze sobą, wymieniały się mięsem czy bronią (między innymi bumerangami). Tym, co łączyło wszystkie osady była kultura i religia – skoncentrowane na poszanowaniu przyrody, na swoistej mistyczności, legendach, pieśniach, tradycjach i ceremoniałach opowiadających o przeszłości Australii. Symbiozę plemion zacieśniał także język, w którym pradawne opowieści rysują się lawinami melodyjnych zwrotów i śpiewnych słów, a którym do dzisiaj operują mieszkający (z własnej woli!) w rezerwatach, uznani na szczęście za pełnowymiarowych ludzi i pełnoprawnych obywateli Aborygeni.

Tyle tylko, że w tych kulturowych enklawach – rdzenna religia, język czy kultura praktykowane są zaledwie przez kilkadziesiąt tysięcy pierwszych mieszkańców Australii. Po wielkich przemianach i w konsekwencji wdrażanego przez dziesięciolecia programu asymilacji część z Aborygenów zrezygnowało ze swojego dziedzictwa i włączyło w życie australijskiego społeczeństwa. Znakomita większość z nich pracuje w źle opłacanych branżach (rolnictwo, hodowla zwierząt, budownictwo) i mieszka w podmiejskich slumsach. Wszystko przez braki w wykształceniu i nadmierną (podobno genetycznie warunkowaną!) skłonność do używek. Tak się bowiem składa, że Europa przywiozła do Australii nie tylko flotyllę skazańców, zarazy i głód. Te problemy zresztą – jak pokazuje historia – okazały się być trudnościami dla Aborygenów możliwymi do przezwyciężenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*